RSS
piątek, 11 listopada 2005
trochę o ksiażce

Meżuś zrobił rano coś bardzo miłego, o co go wogóle nie posądzałam. I co dało mi jakąś maleńką nadzieję na to że może mu jednak zależy...

Ale to jeszcze dłuuuga i kamienista droga. I jeszcze wiele będzie się musiało zmienić.

Póki co jako trwałego rozweselacz używam książki "Dlaczego meżczyźni kochają zołzy"

Czasem mam wrażenie że ta ksiazka jest potwornie glupia i naiwna. I bardzo mnie miejscami rozśmiesza. Mężczyźni wg niej są jak małe głupiutkie dzieci którymi z łatwoscią mozna sterować. No...gdyby to tak wszystko bylo to życie byłoby bardziej proste.

Nie mniej jednak myślę że ja za bardzo przywiazałam się do meżusia i za bardzo się mu podporządkowałam

I jest jednak pewien dobry przekaz tej ksiażki..taka myśl..że nie należy rezygnować z siebie i być zbyt miłą bo to się nie opłaca. I trzeba sie szanować w drobnych sprawach i nie być na każde wyciagniecie ręki dla nikogo.  Choc jak sie kogos kocha to chce się mu nieba przychylić

czwartek, 10 listopada 2005
mix czyli co mi po głowie chodzi

No to sobie dzisaj popracowałam. "Obczajam" rozdzielnie które będę rysowac potem. Ha!..fascynujące :-D

Przypomniało mi się ...ciekawy sen miałam. Śniło mi się że znalazłam bloga Czapli i wszystko stało się jasne...

No to byłby niezły numer gdyby tak faktycznie było.

Nie wiem w senniku chyba nie znajdę słowa...blog??

Za chwilkę do domu i zaczyna się bardziej ciekawa pod wzgledem uczuciowym pora dnia. A jak pomyślę ze to są nawet 4 długie dni z Męzusiem to aż się boję...bo nie chce żadnych konfliktów...

No ale...w domu impreza przez łykend-imieniny śwagra.

Dzisaj kumpel pocieszył, że jego żona kiedy wychodziła za mąż miała po 30-ce i zdążyła mieć jeszcze 5-ro dzieci więc może ja też zdąże...nie 5-kę ale tak ze dwoje.

I jeszcze uśmiałam się bo ten sam kumpel wybudował dom, 120km stąd i ma zamiar wywieźć tam zonę i zostawić żeby mogła spokojnie "tworzyć" i pisać. I już się nie moze doczekać tego momentu wywózki.

Oczywiście sam też sie tam w końcu przeniesie ale jeszcze nie teraz...

i kawał mi się przypomiał:

- A z pocałunkiem póki co zaczekamy - powiedział piękny Książe złażąc ze
 Śpiącej Królewny.

środa, 09 listopada 2005
Mężuś się zdenerwował

no bo podobno chcę naprawiać a naprawdę to nie chcę

bo sie śmieje z niego jak widzę komórkę odwróconą plecami do góry

a on podobno DEFINITYWNIE skończył

a ja się śmieje z tego bo potrzebuję jakiegoś dowodu, ale on nie rozumie tego...

wg niego to ja powinnam uwierzyć na słowo-a ja na słowo nie wierzę

już nie wierzę ..po 9 999 obietnicy

DOWODY

a nie obietnice

bo mimo wszystko liczysz się dla mnie bardzo za bardzo

oglądam jakiś film

Facet zostawia babkę i takie tam ble ble

ale spodobało mi sie jedno zdanie

" Chciałabym żeby moj facet był jak gej..tyle że heteroseksualny"

chciałam się z kimś podzielić tym zdaniem

idę oglądać dalej

sie zastanawiam

Pracuję ciężko. Wreszcie przerwa na kawę.

Tak się zastanawiałam dlaczego ja się wkurzam i denerwuję kiedy podejrzewam ze Mężuś może sie spotkać z Czaplą...

Czy to że to boli to są zranione uczucia typu miłość...

Czy też może zraniona ambicja...

Czy to jest może złość, że ktoś robi mnie w balona...

Czy może jeszcze coś...

Pewnikiem miks tego wszystkiego tyle że nie wiem z jaka wagą które.

A generalnie zdążam do tego na ile ja jeszcze Mężusia kocham...Pani kazała sie zastanowić nad tym Mężusiowi..ale ja się też zastanawiam nad sobą...

wtorek, 08 listopada 2005
rozważania okołodupne

Tak się dzisiaj zastanawiałam i doszłam do wniosku że od pewnego czasu facetom których spotykam głównie chodzi o ewentualny seks. I nie mam na myśli wszystkich facetów a jedynie takich z którymi mam bliższy kontakt bliższy niż taki koleżeński

I tak myślę czym jest to spowodowane...

czy to faceci tak po prostu mają że kobieta kojarzy się im właśnie z seksem i specjalnie nie jest ważnym kim ona jest

czy ja jakoś tylko w ten sposób oddziałuje na facetów

czy też może wyglądam na taką co jest chętna

czy tez może mam zwyczajnego pecha 

No i nie wiem czy się właściwie z tego cieszyć czy tak średnio. No chyba się nie cieszę jednak, bo wolałabym żeby padali u moich stóp rażeni wielką miłością jak gromem. A nie żeby widzieli mnie jedynie jako obiekt do zaspokojenia swoich chuci. I to nie dlatego że nie lubię seksu.

Pisze o tym bo kiedyś, kiedy jeszcze było dobrze z Mężusiem w ogóle nie zauważałam innych facetów...był tylko Mężuś. Co jest o tyle dziwne że pracuję z samymi facetami. Więc trafiali się różni, niektórzy bardzo fajni, ale dla mnie i tak byli dużo mniej fajni niż Mezuś.

Teraz natomiast jestem bardziej otwarta na jakieś że tak to nazwę flirty...ale koniec końców w pewnym momencie kiedy już wiadomo o co chodzi to się wycofuję. No i właśnie stąd te obserwacje.

A ja tak sobie myślę że chciałabym się kiedyś tak bardzo zakochać ze wzajemnością. I ciekawi mnie jedna sprawa-czy odeszłabym wtedy od mężusia czy nie.

Albo czy jeśli zdcydowalabym sie na taki podwójny związek to obchodzilaby mnie jeszcze Czapla?

To takie rozważania pomiędzy autokadem a projektowaniem oświetlenia w łazience firmowej...

Spać bo życie zbyt zawiłe...

Ledwo udaje mi sie klepać w klawiaturę. Ta senność jest chyba spowodowana lekarstwem na alergię. O rany...

U mnie ostatnio to jak nie urok to...cos innego

Jak nie noga wykręcona to uczulenie

Męzuś dzisaj w Krakowie, wdraża program do nowej firmy. Czapla gdaka na miejscu.

A mnie jakoś mija entuzjazm spowodowany wizytą u terapeutki...ale to tak sobie ot, bez powodu. Może nie całkiem bez powodu. Wczoraj moja koleżanka ze studiów urodziła drugiego syna. I tak mi się troszkę żal zrobiło..i pomyślałam czy kiedys mnie to spotka?...ale humor jednak mam "stabilny"

Wczoraj na basenie pani chciała mi sprzedac ulgowy bilet...i ździwiła się ze ja już nie reprezentuje tej kategorii wiekowej. No nie powiem...od razu polubiłam tę panią.

Właściwie to Mezuś ma dużo pracy a i ja podobnie...po pracy i po chwili odpoczynku w zasadzie od razu trafiam do kompa i pracuje i rysuje...CO gorsze tak będzie przez kolejne dwa lata - przynajmniej w moim przypadku. A co będzie jak się zacznął studia podyplomowe...rany...

Za to moje umiejętnosci i wiedza wzrosną..a to mnie cieszy jak młodego psa pchły

no...na spotkaniu z szefem zgłoszę wniosek o zakup leżanki...15 min by mi pomogło na pewno

poniedziałek, 07 listopada 2005
trochę złośliwości

Jak zwykle w poniedziałki powlokłam się na angola. I jak zwykle poprzyglądałam się Czapli.

I jak zwykle pozwolę sobie na słowa krytyki... Ehhh...jak ją słyszę to  ręce mi opadają.

No bo Czapla dzisaj nie mogla uwierzyć że kobieta od angola która jest Australijką, nie czytała Kronik Narni...ba mało że nie czytała to nawet nie spotkała sie z nimi ...no toż to niesamowite..faktycznie ja nie wiem jak taki dziwoląg jak ta Australijka może w takim razie żyć nie znajac Kronik...

Przecież to jak Biblia a nawet powiedziałabym że Biblii można nie znać a Kroniki należy..ehhh..

A Czapla nawet zapisała jej na kartce zeby mogla uzupełnić swoje braki....

*****************

A ja dzisaj chwila odpoczynku i wracam do projektowania. Coś czuję że zacznie mi sie to podobać. Ja jestem taki "dłubak" i lubię rozwazać cos na tysiąc sposobów a mam dużo cierpliwości więc jest szansa że polubię projektowanie i rysowanie.

Już w tej pracowni się podśmiechują ze mnie że załapałam bakcyla.

*******

A wogóle to stałam się posiadaczką kolejnej spódnicy...strasznie mi sie podoba..tylko jest takak leciutka i nie wiem gdzie ja w niej bedę w zimie chodziła..pozostaje mi liczyć że zima będzie ciepła...:-D

olaboga boli noga

Moja praktyka projektowa ruszyła z kopyta. Przy okazji odkryłam że nie znoszę sie pytać o coś czego nie wiem. Ciągle wydaje mi się że powinnam to wiedzieć i wstydze sie zapytać. A jeszcze musze to robić przy 5-ciu osobach...brrr...

Humor mi dopisuje. To chyba poczucie że mam fachową pomoc mi pomaga. I że jakoś sie z tej sytuacji wydobędę.

Najgorszym jest chyba poczucie bezsilności. A tego teraz nie czuję.

A jeżeli chodzi o odejscie od Męzusia...ja mam obawy że wpadłabym w podobny układ. I chcę sie temu wszystkiemu przyglądnąć ....co jest...żeby nie powtarzać błędów na przyszłość.

Mężuś pojechał dziś do Starachowic. Czapla w pracy. Patrzę na to...i będę patrzyć dopóki nie uwierzę. Niestety.

Mam tylko problem z nogą. Goniłam się z psem będę na wysokich obcasach..i wykręciłam nogę w kostce. Tak więc dziś kuleję i prze to klnę jak szewc. Rano było całkiem dobrze a teraz się pogorszyło.

Boli mnie ta noga

niedziela, 06 listopada 2005
no to zaczynam

Patrzę optymistyczneij w świat. Nie ma we mnie takiego strasznego niepokoju, złości smutku. Szkoda ze następna wizyta dopiero 25 listopada. Ale wiem też że czas szybko zleci.

Na razie zastanawiam sie jak to było przed pojawieniem się Czapli i co nas jeszcze łączy. I tu przydaje sie pisanie pamietników. Poczytaląm sobie mój stary pamietnik - jeszcze taki zeszytowy i wiele rzeczy mi się poprzypominało.

Z Męzusiem staramy się być dla siebie mili. Mamy trochę pracy..więc zamiast jak zwykle siedzieć jedno w jedym pokoju a drugie w drugim i pracować usiedlismy razem. I było fajnie.

Ciekawe było to że po spotkanie z panią psycholog poszliśmy do Mac Donalda do którego Mężuś zabierał mnie na pierwsze randki :-)

Mało romantyczny był to prawda ale wtedy gdzielkolwiem bym była z nim to i tak by mi się podobało...

Dobrze ze ta psycholożka byla jakaś sensowan bo inaczej bym sie zraziła do tetgo zawodu zupełnie i nieodwołalnie...

1 ... 76 , 77 , 78 , 79
 
//-->